W 2008 r. byliśmy świadkami największych demonstracji, do jakich doszło w Tybecie od czasu zakończonego niepowodzeniem Powstania Narodowego w 1959 r. Protesty zapoczątkowane 10 marca w Lhasie przez mnichów z klasztorów Drepung i Sera, zostały bezlitośnie stłumione przez chińskie służby bezpieczeństwa. Film jest przeglądem wydarzeń, które miały miejsce w Tybecie wiosną 2008 r. Zrealizowano go na podstawie danych, które uzyskało Tybetańskie Centrum Praw Człowieka i Demokracji.
Nie są to pełne dane – osoby prywatne i organizacje mogą być w posiadaniu informacji nie umieszczonych w filmie.
Zobacz także raporty poświęcone protestom w 2008 roku:
- TIBET PROTESTS IN 2008-2009: Profiles of known Tibetans who Died in the Protests (TCHRD, 2010) [PDF]
- Uprising in Tibet (TCHRD, 2008) [PDF]
- Odpowiedź Centralnej Administracji Tybetańskiej na chińskie zarzuty, 13 października 2008, część piąta
- Tibet at a Turning Point, ICT, sierpień 2008
- Lhaski strach w Pekinie (2), Oser, lipiec 2008
- Dziennik tybetańskich protestów (2), Oser, czerwiec 2008
- Masowe zatrzymania mnichów, samobójstwa i rozpacz, ICT, maj 2008
- Dziennik tybetańskich protestów, Oser, kwiecień 2008
- Dwanaście Sugestii dotyczących radzenia sobie z sytuacją w Tybecie autorstwa chińskich intelektualistów, marzec 2008
- Tybet. Rewolta ze wspomnieniami, Gabriel Lafitte, marzec 2008
- Owoce przyspieszonego rozwoju, Andrew Martin Fischer, marzec 2008
- Oświadczenie tybetologów, zaniepokojonych aktualnym kryzysem w Tybecie, marzec 2008
- Rezolucja Parlamentu Europejskiego z dnia 10 kwietnia 2008 r. w sprawie Tybetu
Raport Human Rights Watch „Widziałem to na własne oczy”
Chiny: Świadkowie ujawniają nadużycia służb bezpieczeństwa w Tybecie.
Opublikowany w lipcu 2010 r. raport Human Rights Watch poświęcony protestom w Tybecie w 2008 r. pokazuje gotowość służb do stosowania bezwzględnych środków wobec protestujących nieuzbrojonych Tybetańczyków, stanowczo obala zapewnienia chińskiego rządu, że stłumił on protesty w zgodzie z międzynarodowymi standardami i krajowym prawem.
Relacje naocznych świadków potwierdzają, że chińskie służby bezpieczeństwa użyły nieproporcjonalnie dużej siły i celowo zachowywały się brutalnie podczas protestów Tybetańczyków, które wybuchły 10 marca 2008 r. oraz zaraz po nich. Wiele represji trwa do dzisiaj, w tym zaginięcia, bezprawne wyroki skazujące, a także aresztowania czy prześladowania Tybetańczyków podejrzanych o sympatyzowanie z ruchem powstańczym oraz ich całych rodzin,
Raport „Widziałem to na własne oczy. Nadużycia służb bezpieczeństwa w Tybecie, 2008-2010” opiera się na ponad 200 wywiadach z tybetańskimi uchodźcami oraz uczestnikami wycieczek, które zebrano zaraz po opuszczeniu przez nich Chin, uwzględniając wcześniej niepublikowane chińskie źródła. Dzięki zeznaniom naocznych świadków raport dokładnie opisuje ogrom nadużyć popełnianych przez siły bezpieczeństwa zarówno podczas, jak i po protestach, m.in. stosowanie nieproporcjonalnie dużej siły w tłumieniu protestów, kontynuację zakrojonych na szeroką skalę niesprawiedliwych aresztowań, brutalnych zatrzymań oraz torturowanie podejrzanych w więzieniach.
„Zeznania wielu naocznych świadków oraz źródła rządowe jasno pokazują gotowość oficjalnych służb do używania zabójczej siły wobec nieuzbrojonych protestujących”, powiedziała Sophie Richardson – Dyrektorka ds. Azji w Human Rights Watch. „Ten raport stanowczo obala zapewnienia chińskiego rządu, że stłumił on protesty w zgodzie z międzynarodowymi standardami i krajowym prawem.”
Raport wskazuje także, że – przeciwnie do tego co podawał rząd – 14 marca, na terenie Lhasy chińskie siły bezpieczeństwa otworzyły ogień do demonstrantów w co najmniej czterech odrębnych przypadkach.
Aby uniknąć nadzoru ze strony zewnętrznych lub niezależnych grup odnośnie działań sił bezpieczeństwa, chińskie władze skutecznie zablokowały całą Wyżynę Tybetańską i wysłały ogromną liczbę oddziałów wojskowych do wszystkich zamieszkanych regionów. Wszystkich dziennikarzy i zagranicznych obserwatorów wydalono, ograniczono podróże do i wewnątrz regionu, kontrolowano i odcięto sieci telekomunikacyjne i Internet, a także aresztowano każdego podejrzanego o relacjonowanie zamieszek. Rząd odrzucił wszelkie wezwania o przeprowadzenie niezależnego śledztwa dotyczącego protestów, w tym także te, które napływały od Wysokiego Komisarza ds. Praw Człowieka ze strony ONZ oraz od specjalnych reporterów ONZ.
Human Rights Watch potępiło przemoc w działaniach ze strony zarówno Tybetańczyków, jak i służb bezpieczeństwa. Według rządowych danych w okresie między 14 a 15 marca 2008 r. w samej Lhasie 21 osób zostało zabitych, a kilkaset zostało rannych. Ale międzynarodowe standardy dotyczące użycia siły przez państwo zezwalają na jej stosowanie wyłącznie w sytuacjach niezbędnych do celów ochrony życia lub zatrzymywania sprawców przestępstw. W licznych przypadkach zeznania naocznych świadków ukazują, że chińskie siły łamały ustalone standardy i międzynarodowe prawo, w tym zakaz stosowania nadmiernej siły, tortur i samowolnych zatrzymań, a także nie przestrzegały prawa do pokojowych zgromadzeń – jednak rząd wszystkiemu zaprzecza.
Od początku protestów chiński rząd konsekwentnie obstawał, że upora się ze wszystkimi przypadkami narastających protestów w sposób bezstronny, „zgodnie z prawem”. Ale raport przedstawia bardzo odmienny obraz: tysiące osób uczestniczących w demonstracjach, w tym zwykli Tybetańczycy byli aresztowani i zatrzymywani bez wymaganego procesu i bez zachowania odpowiednich procedur, państwo nie dostarczało informacji o miejscu pobytu zatrzymanych, a kontrolowane przez władze partyjne sądy wydawały wyroki bez przeprowadzania wobec skazanych żadnych rozpraw.
Chiński rząd powinien szybko przeprowadzić dochodzenie odnośnie protestów i ich następstw oraz otworzyć region dla mediów i międzynarodowych obserwatorów. Chińskie władze muszą również przyjrzeć się działaniom swoich służb bezpieczeństwa, które – jak zapewniają naoczni świadkowie – stosowały nadmierną siłę wobec demonstrantów, celowo działały brutalnie i znęcały się nad zatrzymanymi Tybetańczykami podejrzanymi o zaangażowanie w powstanie, ponadto pozbawiały zatrzymanych jakichkolwiek gwarancji sprawiedliwego procesu, nie podając oficjalnych informacji dotyczących miejsca i powodu zatrzymania.
Zarys sytuacji
Stłumione na początku marca 2008 r. przez chińskie siły bezpieczeństwa pokojowe protesty tybetańskich mnichów z głównych klasztorów w Lhasie i okolicach doprowadziły 14 marca do ciężkiego załamania porządku publicznego w stolicy Tybetańskiego Regionu Autonomicznego Chin.
Kiedy liczne oddziały bezpieczeństwa z okolicznych prowincji napływały do Tybetańskiego Regionu Autonomicznego, a rząd zagroził poważnymi konsekwencjami, fala bezprecedensowych protestów wybuchła na terenie całej Wyżyny Tybetańskiej. Oficjalne raporty odnotowały ponad 150 przypadków protestów w pierwszych dwóch tygodniach marca, a pojedyncze odizolowane akcje protestacyjne były opisywane jeszcze przez wiele miesięcy.
W odpowiedzi na tak zdeterminowany przejaw tybetańskiego powstania chiński rząd rozpoczął największe działania służb bezpieczeństwa w kraju od czasu zdławienia zamieszek na placu Tiananmen w 1989 r.
Chiny nie podały, jak ich służby bezpieczeństwa uporały się z protestami, a w szczególności nie wyjaśniły doniesień o użyciu ostrej amunicji i opuszczeniu na kilka godzin centrum Lhasy, pozostawiając ją dla demonstrantów i rabusiów w dniu 14 marca. Nie ujawniono także losu setek Tybetańczyków aresztowanych podczas zamieszek ani też ilu Tybetańczyków zostało zatrzymanych, skazanych, ile osób było przetrzymywanych w oczekiwaniu na proces, a ilu zostało skazanych bez zachowania odpowiednich procedur sądowych.
Zeznania z „Widziałem to na własne oczy: nadużycia sił bezpieczeństwa w Tybecie w latach 2008-2010”
„Strzelali wprost do ludzi. Nadchodzili od strony Jiangsu Lu strzelając do każdego Tybetańczyka jakiego zobaczyli, wielu ludzi zginęło.” – Pema Lhakyi (imię zostało zmienione,) 24-letni mieszkaniec Lhasy.
„Pojedyncza kula trafiła ją w głowę. Miejscowi zdołali zabrać jej ciało do jej rodzinnej wioski, która jest około 5 kilometrów od klasztoru Tongkor.” – Sonam Tenzin (imię zostało zmienione), 27-letni mnich z klasztoru Tongkor.
„Na początku żołnierze kilka razy strzelali przed tłumem, żeby ich przestraszyć, ale ludzie nie sądzili, że ośmielą się rzeczywiście strzelać i dalej gromadzili się na terenie zamkniętym. W tym momencie żołnierze zaczęli strzelać.” – Tenpa Trinle (imię zostało zmienione), 26-letni mnich z okręgu Seda.
„Pierwszą rzeczą jaką ujrzałem było mnóstwo żołnierzy i policji bijących tłum ludzi elektrycznymi pałkami. Grupa czterech czy pięciu żołnierzy aresztowała ludzi z tłumu, wrzucając jednego po drugim do ciężarówki.” – Dorje Tso (imię zostało zmienione), 55-letni mieszkaniec z Tongren.
„Wdarli się wyłamując drzwi i bramy uczelni i pomieszczeń sypialnych. Żołnierze byli uzbrojeni, mieli topory i młoty, wyposażono ich również w latarki, kajdanki i stalowe liny. Wchodząc do pokojów mnichów od razu pytali o telefony, które były natychmiast konfiskowane. Niektórzy aresztowani mnisi byli skuci, inni byli związani linami. Rozkazali nam bardzo szybko iść, a jeżeli się ociągaliśmy bili nas. Setki mnichów zostało wywiezionych.” – Jampa Lhaga (imię zostało zmienione), były mnich z klasztoru Drepung w Lhasie.
„Żadne z zastosowanych działań nie naruszało konstytucyjnych praw sił zbrojnych i międzynarodowych standardów.” – Wu Shuangzhan, Dowódca Ludowej Policji Zbrojnej, 16 marca 2008.
„Bardzo mocno nas bili. Strażnicy używali pałek i kijów żeby nas bić. Uderzali głównie w dolne partie ciała. Tak było przez dwa dni. Potem zabrali nas do więzienia Gutsa w Lhasie. Tam policja bez przerwy nas przesłuchiwała, przez całe dwa dni i dwie noce. Bili nas na zmianę, prowadząc przesłuchanie.” – Rinchen Namgyal (imię zostało zmienione), 33-leni mnich z klasztoru Ganden.
„Ponad 30 osób zebrano w celach o powierzchni 3 na 4 metry. Nie było miejsca żeby usiąść, więc zatrzymani musieli stać przez większość dnia i w nocy. Cele nie miały toalet, a więźniowie nie byli wyprowadzani, dlatego musieli załatwiać się w celach. Dawano im jedną miskę ryżu dziennie. Wielu było bitych.” – Pasang Choepel (imię zostało zmienione), były zatrzymany z Aba.
Pośredni Sąd Ludowy w Tybetańskiej Prefekturze Autonomicznej Ganzi uznał, że oskarżona Dorje Kandrup (chin. Duoji Kangzhu) napisała broszury wzywające do niepodległości Tybetu, rozrzucała je na głównych drogach okręgu Ganzi, bezczelnie podżegała do rozłamu kraju i zniszczenia narodowej jedności i dlatego jej działania zaliczane są jako podburzanie do separatyzmu.” – Publiczne ogłoszenie Komitetu Politycznego prefektury Ganzi, uzasadniające 6-letni wyrok więzienia dla Dorje Kandrup.
„Na dziedzińcu nadal ich bili. Żołnierze z Ludowej Policji Zbrojnej używali pasów i kolb karabinów. Kopali go na ziemi, nawet gdy już się nie ruszał. Widziałem to na własne oczy.” - Lhundrup Dorje (imię zostało zmienione), mieszkaniec Lhasy.
Tłum. MR, red TP. Dziękujemy tłumaczom, redaktorom oraz montażyście (JB) za pracę poświęconą przygotowaniu polskiej wersji filmu.